Czy moda na media społecznościowe oznacza, że Barack Obama i Mitt Romney powinni mieć konta na każdym portalu społecznościowym? Oczywiście, że nie. Obaj natomiast skorzystali z możliwości, co prawda nie największego (palmę pierwszeństwa dzierży chiński olbrzym Weibo), ale najpopularniejszego mikrobloga na świecie.
Z Twittera, bo o nim mowa, korzysta w Stanach Zjednoczonych 13% Internautów (badania Pew Research Center). Jest to stosunkowo mała grupa, biorąc pod uwagę, że spory odsetek osób, które mają konto na Twitterze nie są aktywnymi użytkownikami portalu.
Zdaniem prof. Heather LaMarre, która zajmuje się badaniem mediów społecznościowych, to nie informacje bezpośrednie (direct messages) mają największy wpływ na opinie społeczności, lecz informacje pośrednie (indirect messages). W tym kontekście 140-znakowe tweety w sporym stopniu mogą wpłynąć na preferencje wyborców. 
A Twitter ma spory potencjał. Kiedy Rick Santorum ogłosił rezygnację z ubiegania się o nominację o fotel prezydenta z ramienia Republikanów, użytkownicy Twittera wymieniali między sobą 2,5 tys. tweetów na minutę. Styczniowe przemówienie Obamy przed Kongresem wygenerowało transfer 800 tys. informacji. Na Twitterze mówi się więc dużo i często. Co sądzą o nim ludzie ze sztabu wyborczego? "Nasz zespół wie, że najważniejsze w tej kampanii są kwestie zatrudnienia i ekonomii, a nie kontrowersyjne treści na Twitterze (...). Twitter pozwala nam trzymać rękę na pulsie w warunkach szybko zmieniającej się sytuacji w nowych mediach" - powiedział Ryan Williams, rzecznik Mitta Romney'a. Sztab Obamy również zdaje sobie sprawę z potencjału drzemiącego w Twitterze. Prezydent osobiście nawołuje do aktywności na portalu. Pokazuje to, że amerykańscy politycy (już nie tylko marketerzy) są bardzo świadomi siły mediów społecznościowych. Wszystko to, co kandydaci umieszczają na Twitterze (a raczej ich PR'owcy) jest szeroko komentowane.

Identyczna sytuacja ma miejsce w przypadku żon rywalizujących ze sobą kandydatów. Ann Romney w swoim pierwszym tweecie napisała: "Zdecydowałam się zostać w domu i wychowywać 5 synów. Uwierzcie mi, to było trudna praca". Niby taki zwyczajny tweet. Efekt? Romeny, a przy okazji Demokraci tworzą wizerunek czułych i wyrozumiałych dla kobiet emapatów. To bardzo pomaga w kampanii, a diabeł tkwi w szczegółach. Odpowiedź Michelle na Twitterze była podobna: "Każda matka pracuje ciężko, a każda kobieta zasługuje na szacunek". Kampania prezydencka pokazuje, że walka o głosy rozgrywa się również na portalach takich jak Twitter. Sztaby wyborcze kandydatów muszą efektywnie wykorzystywać kanały, w których konkurenci, a także ich rodziny, są obecne i oddziałują na potencjalnych wyborców. Bez błyskawicznej reakcji i ciągłej aktywizacji społeczności sukces nie będzie możliwy.